8 Komentarzy

Tagi polska moda polska marka Kreist Krzysztof Stróżyna nowa marka Krzysztofa Stróżyny Famous Face Collection

Polska moda: Kreist – nowa marka Krzysztofa Stróżyny

To zdecydowanie znakomita wiadomość dla polskiej mody. Krzysztof Stróżyna, absolwent Central Saint Martins College of Art & Design, który do niedawna prowadził markę Krystof, powrócił właśnie z nowym projektem. 2 lipca w ofercie platformy Showroom.pl zadebiutowało Kreist – połączenie mody casualowej i emocji, jakie wywołuje obcowanie z haute couture.

Basics as exciting as high fashion – dokładnie w taki sposób swoją nową markę przedstawił kilka dni temu Krzysztof Stróżyna. Projektant dba o funkcjonalność ubrań i potrzeby współczesnych kobiet, ale jednocześnie stawia na intrygujące detale. Stąd w debiutanckiej kolekcji o nazwie Famous Face, poza wysokiej jakości topami, znajdziemy m.in. dżinsową mini z frędzlami, czarną ramoneskę z bawełny, szorty z metalowymi detalami czy bluzki z aplikacją.

Kolekcję Kreist uzupełniają dodatki: jedwabne, inspirowane sztuką Pieta Mondriana apaszki, dostępny w odcieniach czarnym i purpurowym kapelusz z wełny oraz nawiązująca do prac Jeffa Koonsa biżuteria, w tym kolczyki, bransoleta i broszka z metalu oraz bransoleta z oksydowanego srebra. Akcesoria zdobi logo marki – litery nazwy rozmieszczone na planie koła. Wszystkie ubrania i dodatki Kreist produkowane są w Polsce.

Ceny dostępnych obecnie w sprzedaży projektów wahają się od 100 zł za broszkę do 1900 zł za sukienkę mini z dekoracyjną chustą. Krzysztof Stróżyna zdradza jednak, że koszt produkcji niektórych rzeczy, wymagających użycia autorskiej technologii krawieckiej, sięgnie kilku tysięcy złotych.

Zobacz też: Polska moda: Bizuu après-midi na lato 2015
Zobacz też: Jesienno-zimowa kolekcja Lidii Kality
Zobacz też: Kolekcja Magdy Butrym na sezon jesień/zima 2015: projektantka dowodzi klasy?

Autor: Margaret
gość

gość | | Zgłoś

to teraz powiedzcie mi, kto kupuje ten brzydki szajs za takie hajsy? Nawet gdybym miała fortunę szejka, nie odwaliłoby mi na tyle, by dać więcej niż 1 zł/kg za ten syf. Tyle, ile czyściwo bawełniane. Jeśli jednak to nie bawełna, to już nie wiem, do czego się nada

gogorek

gogorek | | Zgłoś

Świetne ... kwiaty.

gość

gość | | Zgłoś

Przemiany gospodarcze w Polsce? To była neokolonizacja jak w Afryce, zostaliśmy oszukani– profesor ekonomii Witold Kieżun nie zostawia suchej nitki na przemianach gospodarczych po 1989 r. Co z tego, że u nas produkuje Fiat albo Opel. Jeśli pan sprawdzi, ile te firmy płacą swoim robotnikom we Włoszech czy w Niemczech, zrozumie pan różnicę. Według mnie nie ma co się oszukiwać. Polska transformacja to była klasyczna neokolonizacja. Widziałem takie rzeczy w Afryce.

gość

gość | | Zgłoś

Panie profesorze, gdzie Afryka, a gdzie Polska.
Będę bronił tego porównania. Każdy ekonomista wie doskonale, że kapitalizm to system twardy i bezwzględny. Jedną z jego podstawowych cech jest to, że zawsze jest nastawiony na ekspansję. A po 1989 r. to Polska stała się terenem takiej ekspansji. Wiem, o czym mówię, bo akurat na przełomie lat 80. i 90. pracowałem w Burundi [Witold Kieżun kierował tam misją rozwojową ONZ w tym kraju – red.]. Widziałem tam bardzo podobne procesy i patologie. Pamiętam historię pewnej burundyjskiej fabryki kawy, która miała zostać sprywatyzowana. Oczywiście natychmiast pojawili się komercyjni zachodni doradcy, którzy mieli obiektywnie wycenić wartość fabryki. Jak zobaczyłem wyniki ich analiz, złapałem się za głowę i zaproponowałem prezydentowi Burundi, że powołamy tajną komisję ekspertów ONZ, którzy sprawdzą tę wycenę. I faktycznie. Moim ludziom wyszło, że fabryka jest warta 5 razy tyle. Nabywcy natychmiast podnieśli swoją ofertę trzy i pół razy. I nadal im się to świetnie opłacało. W Polsce było niestety bardzo podobnie. Może nawet było to jeszcze smutniejsze.

gość

gość | | Zgłoś

Dlaczego smutniejsze?
Ponieważ z punktu widzenia zagranicznych inwestorów Afryka to był trudny teren do inwestowania. Braki w infrastrukturze, słabo wykwalifikowani robotnicy. Na tym tle Polska to było jakieś nieprawdopodobne eldorado. Pamiętam doskonale rozmowę ze znajomym belgijskim importerem kawy. Był w Polsce i po powrocie opowiadał mi o niezwykłych perspektywach zrobienia tam złotego interesu. Z jego punktu widzenia sytuacja była niewiarygodna: kraj w środku Europy, z wykwalifikowaną siłą roboczą i dobrze wykształconymi inżynierami, średnią płacą w wysokości 40 dol. miesięcznie i wprost niewiarygodnie wysoką siłą nabywczą dolara. Twierdził, że można tam bardzo tanio kupić średniej wielkości przedsiębiorstwo państwowe. Nawet tzw. komisyjne, czyli prowizje [łaPÓwki] dla decydentów, było nieporównywalnie niższe niż gdzie indziej.

gość

gość | | Zgłoś

W czym więc problem?
W tym, że polska transformacja została przeprowadzona źle. Mało tego. Ona była zrobiona skandalicznie źle. Ludzie, którzy za nią stali, byli niekompetentni, a niektórzy i nieuczciwi. A przeprowadzona przez nich „reforma gospodarki” polegała głównie na likwidacji potencjału ekonomicznego tego kraju. Bardzo dziękuję za takie „osiągnięcie”!

Pan mówi „likwidacja potencjału ekonomicznego”. Autorzy transformacji powiedzieliby o „koniecznych dopasowaniach naszej zacofanej gospodarki do twardych reguł wolnego rynku i kapitalizmu”.
Powiedziałbym nawet ostrzej. Nas wtedy po prostu okradziono.

Aż tak?
Mój Boże, mogę panu podać konkretne przykłady. Weźmy choćby prywatyzację. 92 proc. polskich przedsiębiorstw przeznaczonych na sprzedaż było wówczas ocenianych i wycenianych przez podmioty zagraniczne. Efekt był taki, że niektóre z nich sprywatyzowano za cenę niższą, niż wyniosły koszty ich oceny.

gość

gość | | Zgłoś

Jakieś przykłady?
Choćby wrocławski Zakład Komputerowy Elwro, który zakupił niemiecki Siemens, zwolnił bez mała całą załogę, a w jednym pozostałym budynku wprowadził marginalną produkcję wiązek przewodów do komputerów produkowanych w Niemczech. W Dzierżoniowskich Zakładach Radiowych, gdzie z 7 tys. załogi zostało tylko 10 proc., unieruchomiono technologiczne linie specjalistyczne, w rezultacie zbankrutowały zakłady w Wałbrzychu, Jaworze, Nowej Rudzie, Państwowe Przedsiębiorstwo Polam, produkujące urządzenia świetlne w Poznaniu, gdzie w jednym pozostałym budynku produkuje się kartony. Zlikwidowano Megatex w Warszawie, przedsiębiorstwo realizacji obiektów elektrycznych i przemysłowych itd., itd.

gość

gość | | Zgłoś

Mamy też liczne przykłady zakupu wręcz za darmo.
Choćby Zakłady Produkcji Papieru i Celulozy w Kwidzynie. Były one jedną z licznych inwestycji zaplanowanych w czasach Gierka. Zakłady wytwarzały połowę papieru gazetowego w Polsce i były największym w Europie producentem celulozy. Sprzedano je w 1990 r. amerykańskiemu koncernowi International Paper Group. Inwestor zapłacił 120 mln dol. za 80 proc. akcji. Dostał jeszcze za to od rządu kilkuletnie zwolnienie podatkowe, które – jak się potem okazało – opiewało na kwotę 142 mln dol. To był efekt jednej z pierwszych decyzji nowego właściciela, który podniósł ceny papieru o 150 proc. Kilka lat później jeden z dyrektorów International Paper Group pochwalił się transakcją w rozmowie z branżowym czasopismem „Journal of Business Strategy”. Mówił, że polski rząd wydał na zbudowanie fabryki trzy do czterech razy tyle, za ile ją sprzedał. I że za podobną cenę takiej fabryki nie udałoby się dziś kupić nigdzie na świecie. Ten zakład nie był jego zdaniem żadną ruiną, lecz nowoczesnym, zaprojektowanym według zachodnim wzorców przedsięwzięciem. Inny przykład to cementownie Górażdże i Strzelce Opolskie. Zbudowano je za Gierka w związku z przewidywaną rozbudową polskiej infrastruktury drogowej, ale w latach 90. zostały sprzedane po śmiesznie niskiej cenie firmom belgijskim. W ten sposób obecna budowa polskich autostrad nie staje się źródłem zysku producentów polskich, lecz raczej zagranicznych.


X
Drodzy Czytelnicy,
Połączyliśmy nasze siły z serwisem WP Kobieta
i od dziś nasze treści będziecie mogli przeczytać na tym właśnie serwisie.

Dziękujemy, że jesteście z nami!
Redakcja